Forum www.malaksiaznica.fora.pl Strona Główna www.malaksiaznica.fora.pl
Małe forum na którym użytkownicy umieszczają swoje powieści
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Tehilsand

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.malaksiaznica.fora.pl Strona Główna -> Fantastyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
PosepneKnurzysko
Zwykły użytkownik



Dołączył: 22 Wrz 2010
Posty: 8
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nowy Świat
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:10, 22 Wrz 2010    Temat postu: Tehilsand

Tehisland
autor:Posepneknurzysko


Na początek i prawdopodobnie na dłuższy czas (nie chce mi się zbyt często odpalać worda) pierwsza część mojego EPICKIEGO opowiadania o piratach. Kiedyśtam dodam dalszy ciąg.
~~~~~~~~~~~
Myśl przewrotna z najgłębszych serca otchłani mknie po mej głowie jakoby sam czort ją ścigał. Pędzi coraz szybciej, a wraz z nią moja jaźń dopiero co obudzona po błogiej nieświadomości niebytu. Czuje ją w nosie, by po chwili przepełzła prosto do mych ust i wydobyła się na dzienne światło niczym nowo narodzone dziecko.

-RUMU! Wołam.

Nie odpowiada nikt. Czekam chwilę próbując wśród ciemności określić gdzie zapędził mnie los. Bezskutecznie. Pomieszczenie jest duszne i śmierdzi chorobą. Nie widzę niczego dalej niż ręką sięgnę Gdy dłużej nie dochodzi mnie odzew istoty żywej powtarzam wołanie. Tym razem skutecznie. Wtóruje mi druh mój – Snipes.

-Ay ay kapitanie! Już spieszę z naczyniem.

Ten tłusty pies Snipes rozpościera szmaciane wrota namiotu, bowiem pomieszczenie okazuje się namiotem a poświata w jakiej się zjawia jest tak mocne, że zmrużyć oczy muszę.

-Psie! Ostrzegaj mnie zawczasu!

-Wybacz kapitanie.

Łajałbym go jeszcze, lecz przebiegły, stary lis podaje mi bukłak z wodą do którego przysysam się łapczywie. Rum rumem, lecz i krew nie woda, a z tego co widzę, wybrzydzanie nie wyszłoby mi na dobre.

-Musisz jeszcze coś zjeść kapitanie. Nakazałem Gregoremu upiec mięsiwa co dostaliśmy od tubylców. - nawija ten absurdalny anioł stróż w czasie gdy ja wysuszam do cna skórzane naczynie.

-Poczekaj no Snipes. Zacznijmy od moich pytań; gdzie jesteśmy, jak długo jesteśmy, co z łupami a na koniec opowiedz o tych tubylcach. - pytam odrywając bukłak od ust, po czym nie czekając na odpowiedź mojego bosmana dodaję – I sprowadź mi tutaj zaraz to pyszne mięso na temat którego język strzępisz po próżnicy.

Posłuszny Snipes wychyla się z namiotu i woła coś zapewne do Gregorego. Korzystając z okazji rozglądam się po namiocie. W odległości nie więcej niż pół metra ode mnie leży straszliwie spocony i blady pan Turpin. Śpi a na twarzy jego marsowa mina. Pytająco wskazuję go palcem gdy tylko Snipes się odwraca.

-Turpin spadł z bocianiego gniazda gdy rozbiliśmy się na skałach – wyjaśnił – prawdopodobnie nie wytrzyma do końca tygodnia.
Potakuję głową, po czym zachęcam grubasa do odpowiedzi na wcześniejsze pytania.

-Z tego co zdążyliśmy zauważyć, oraz dowiedzieć się, trafiliśmy na wyspę gdzieś u wybrzeży Maroka. No i więc... Siedzimy tutaj już trzeci dzień z rzędu, łupy są bezpieczne. Niestety straciliśmy Dublona Bernarda oraz Dariusa. Wypadli za burtę w trakcie lądowania tutaj i więcej ich nie widzieliśmy. Turpin też pewnie niedługo pożegna się ze światem...

-Do rzeczy Snipes, do rzeczy! - oczywiście martwił mnie los moich owieczek, lecz kimże byłbym okazując takie banalne uczucia przed mym podnóżkiem, mym sługą oddanym co skraj świata ze mną zwiedził i nie oszukując samego siebie – przyjacielem.

-Tubylcy, bo tak ich nazwaliśmy to dwa zwaśnione plemiona. Przybyli tutaj dwukrotnie i zapowiedzieli powrót jeszcze dzisiaj, lecz nie chcieli rozmawiać z nikim poza tobą. Wiem tyle, że jedni nazywają się Rudobrodymi. Oni odwiedzają nas za dnia. Przynieśli namiot zmartwieni twym stanem oraz trochę jedzenia i słodkiej wody. Postawni to byli mężowie o- kto by pomyślał- gęstych, rudych brodach. Ich dowódca tytułował się hedlingiem. Druga grupa nazywa się Nightfangami i przybyli po zmierzchu. Ich przywódca – Raikun, bo tak się mąż ów przedstawił to małomówny człek o cerze jasnej, żeby nie mówić białej. Włosy miał długie jakoby baba i splątane mocniej niźli brody olbrzymów. Wskazał mi ujście strumienia co płynie opodal i polanę gdzie żyją dzikie wieprze.

Zafrasowany próbowałem sobie wyobrazić dziwnych gości i cel ich wizyt. Od dawna nie spotkała mnie bezinteresowna pomoc, więc oczywiście starałem się wyobrazić zamiary mieszkańców wyspy.
W tejże chwili do namiotu wszedł Gregory, do niedawna szalupowy na najwspanialszym statku siedmiu mórz i oceanów – Królowej Monsunu. Bez słowa podał mi wypieczony udziec jakiegoś niezidentyfikowanego zwierzęcia i chyłkiem wymknął się z mego legowiska. Nie ma to jak szacunek wśród kamratów.

-Co z Królową? - zapytałem niby to mimochodem nim zatopiłem zęby w mięsie.

-Bones i Dushyant uważają, że był to jej ostatni rejs. Zabraliśmy z niej co tylko się dało, lecz sam statek nie nadaje się już zupełnie do naprawy. Cała sterburta jest poszatkowana przez skały. Podobny los spotkał wszystkie maszty. Nie wspomnę jużo uszkodzeniach kila i dolnego pokładu... Galion odpadł jeszcze na morzu.

Ponownie nie dałem poznać jak bardzo przejęły mnie słowa którymi rzucał. Pływałem Królową od wielu lat i była dla mnie domem, matką i przyjaciółką. Samodzielnie wyrzeźbiłem zdobiący ją galion, który przedstawiał, koślawą prawda lecz Królową Monsunu w całej okazałości, rozpościerając ramiona we władczym geście, jak gdyby cały świat u jej stóp leżał. Bowiem leżał. Porażony jej pięknem i siłą którą dzierżyła w ramionach - strachem którym napawaliśmy porty i miasta od Hiszpani aż do Bretanii przez ostatnią dekadę. I tak oto straciłem okręt mój, lecz prawdę mówiąc wiele więcej. Staje mi przed oczami obraz samotnej karawelki wypełnionej – jak się później okazało, wyłącznie hiszpańskimi żołdakami i kolejne dwie wyłaniające się zza skał. Cud, że ucieczka powiodła się w ogóle. Kule świstały koło uszu, lecz daliśmy radę. Pocieszenie jakkolwiek w tej sytuacji słuszne.

Wtedy usłyszałem głośne, rubaszne okrzyki pochodzące z jakiś niewydarzonych, barbarzyńskich gardeł.

-Grubasie! Gdzie się chowasz?

-To oni kapitanie – szepnął Snipes – tubylcy. Myślisz, że dasz radę wstać?

Pomyślałem, że dam. Czas na czyny. Wsparłem się rękoma na macie i powoli podniosłem się do pozycji siedzącej. Poczułem zmęczenie, lecz mój bosman już łapał mnie za ramiona i ciągnął w górę.

-Nie ma czasu do stracenia, kapitanie! Szybko, szybko!

Wyprowadził mnie z namiotu wprost na skąpaną w promieniach słońca i kawałkach okrętu plażę. Zaledwie kilka kroków ode mnie stała trójka największych facetów jakich w życiu widziałem, bo choć sam oceniam siebie jako wysokiego i oczywiście niezwykle przystojnego mężczyznę, oni górowali nade mną o dobre półtorej stopy. Ubrani byli w brudne, pordzewiałe zbroje wykończone gdzieniegdzie zwierzęcym futrem. Dwóch z nich miało czapki splecione z ogromnych liści, zaś głowę tego który stał najbliżej zdobił rogaty hełm, podobny nieco do hiszpańskich. W dłoni każdego z nich pobłyskiwał niezwykłych rozmiarów topór. Oczywiście wszyscy obdarzeni byli ogromnymi, rudymi brodami, z których kołtunów przezierał gdzieniegdzie warkoczyk bądź kokardka.

-Tyś wodzem tej zgrai, prawda cudzoziemcze? - ryknął mierząc mnie wzrokiem. - byliśmy tutaj już dwukrotnie, lecz twój grubas mówił, żeś chory boś w głowę oberwał mocno w bitewnej zawierusze. Dobrze to i, bowiem wojownika rany jego chwalą, choć przyznam, że większych gabarytów postaci się twej spodziewałem. Jam hedling Agdi, a toć moi towarzysze: Skjalfd i Norik. Przysyła nas król tej wyspy, byśmy targu z tobą cudzoziemcze dobili.

Nieco zbiła mnie z tropu ilość i szybkość wypowiadanych przez olbrzyma słów. Jego basowy głos odbijał mi się echem po czaszce dudniąc niczym bęben wybijający rytm na galerach. Ledwo straciłem dwóch towarzyszy i wspaniały okręt, to już zostaję wplątany w jakąś awanturę z udziałem rudobrodych wielkoludów.

-Tak... Oczywiście – starałem się zabrzmieć dumnie i groźnie, lecz w porównaniu z rozmówcą wyglądałem jak nieszkodliwy kurczak. - Powiedzcie zatem cóż to za sprawa sprowadza was w nasze skromne progi?

-Sprawy dwie przyjacielu – zagrzmiał Agdi a mnie zastanowiła ta nagła zmiana, przed chwilą cudzoziemiec teraz przyjaciel – wódz nasz chce dobić z wami interesu. Istnieje na wyspie plemię inne, zwą się Nietfangami, lecz my wolimy mówić o nich jako nocnych kudłaczach. Paskudną wojnę klany nasze toczą już od przeszło dwóch stuleci, choć żadne do przewagi dojść nie może. To jednak aż do teraz. Wasza drużyna z dalekiego świata przybywa przynosząc z sobą broń przedziwną i nieznaną, co jednym hukiem zabija małpę z odległości trzystu kroków jak sami widzielim. Taka broń zgubę i kudłaczom zdolna nieść i przewagę dla Rudobrodych zdobyć. Król oferuje wam za te potężne uzbrojenie łódź co was przewiezie na kontynent pobliski. Również złotem nie poskąpimy. Zostawiam cię zatem wodzu do jutra w przemyśleniach i przestrzegam przed odwiedzinami kudłaczy. Zdradzieckie to bydlęta i ufać im nie wolno. Wrócimy jutro po twą decyzję przyjacielu, i mamy nadzieję, żę słuszną się okaże.

Nie dopuściwszy mnie do słowa olbrzym odgiął pobliskie drzewo i wraz z towarzyszami zniknęli w dziczy. Odwróciłem się do stojącego za mną Snipes'a.

-To Rudobrodzi – powiedział tłusty mistrz oczywistości – zastanów się panie. To dosyć uczciwa oferta. Kilkanaście starych muszkietów i pistoletów w zamian za powrót do cywilizacji.

-Nie zapominaj o pociskach i prochu Snipes. Ty się zastanów. Zobaczmy co oferują kudł... tfu! Nightfangowie; może ich oferta przebije tych wielkoludów. Ponadto słyszałeś: mają złoto! Poczekajmy na rozwój wydarzeń. Swoją drogą jak zarośnięci muszą być nocne marki, że te góry włosia nazywają ich kudłaczami...?

I tym sposobem czas do wieczora spędziłem na oględzinach nędznych resztek statku i ocalałego dobytku oraz krótkimi rozmowami z moją załogą. Zauważyłem, że moja krótka nieobecność zachwiała hierarchią w stadzie. Moja lewa ręka Laszlo, nie dopatrując się przeciwnika w Snipes'ie i będąc przekonanym, że ich wspaniały kapitan już nie wstanie zaczął rządzić się i planował dołączenie do któregoś z plemion w bliżej nieznanym celu. Mam nadzieję, że nie będzie z nim problemów.
Zgodnie z obietnicą, gdy tylko na niebie pojawił się księżyc, z krzaków wyłonił się blady, odziany w łachmany jegomość o długich i niezwykle splątanych włosach. Chciałem dla odmiany prezentować się jako silniejszy więc trzymałem w rękach moja dwa wspaniałe pistolety – Annę i Joan, zaś za moimi plecami stała piątka moich kamratów w posągowych - jak sądzę – pozach.
Zdałoby to egzamin gdybyśmy ustawili się twarzami w stronę z której przybył Raikun.
Niestety zaszedł nas od boku. Zaszedł to jednak złe słowo. Długowłosy podkradł się. Choć to również mało powiedziane. Pojawił się nagle.

-Witaj wielki wodzu – zagaił zaskakując nas kompletnie. Jego głos był mrukliwy, przypominał prędzej warczenie miast normalnej mowy.

-Och tak! My właśnie ćwiczyliśmy postawy – mimo zaskoczenia chciałem zachować pozory silnego kapitana – dobra chłopaki. Rozejść się!

-Zapewne odwiedzili cię już ci niedomyci barbarzyńcy? Zresztą przepraszam, gdzie moje maniery... Nazywam się Raikun syn Wiatru i jestem przywódcą mojego klanu Nightfangów. Przybyłem złożyć ci niezwykłą ofertę. Doszły mnie słuchy iż rozbiliście się na tej wyspie bez możliwości powrotu do swych domów. Nie będę ukrywał – zaśmiał się cicho, a śmiech brzmiał niczym szczekanie – że i nam obecność obcych sprawia pewne problemy.

-Dlatego właśnie – chciałem wtrącić swoje trzy grosze lecz Raikun ciągnął dalej. Wygląda na to, że "małomówny" facet jest wielbicielem swojego głosu

-Ależ nie mamy do was żadnej złości. Znaleźliście się w złym miejscu o złej porze, to całkowicie normalne, lecz zrozumcie naszą sytuację. Od kilkuset lat żyjemy tutaj w spokoju, a ledwie dwa stulecia temu osiedlili się tutaj ci wstrętni barbarzyńcy, żądając od nas wyniesienia się. Teraz na dokładkę pojawiacie się wy. Dlatego pozbycie się was leży zarówno w naszym jak i w waszym interesie i chętnie pomożemy wam go osiągnąć. Ponadto – przerwał – chętnie odkupimy od was waszą magiczną broń – tu wskazał na moje dwa pistolety – byłaby bardzo przydatna w walce z tymi śmierdzącymi flejtuchami.

Śmierdzącymi flejtuchami... Dobrze powiedziane pod warunkiem, że nie jest się długowłosym łachmaniarzem cuchnącym jakoby psie truchło.

-Podobną ofertę złożyli mi Rudobrodzi – miałem nadzieję podbić ewentualną cenę – Przekonaj mnie do twojej racji. Nie mówię nie, ale wiesz... Jesteśmy piratami, złoto nam w smak.

-Mogę obiecać wam równowartość wagi twojej i twych kompanów w zamian za waszą magiczną broń i pociski do niej. Nie licz na więcej gdyż ilość to oszałamiająca – usłyszałem za plecami rechot kamratów skierowany zapewne w stronę Snipes'a-. Chciwość może doprowadzić cię jedynie do przegryzionego gardła i pamiętaj o tym.

Po tych słowach szybkim susem, niemal niedostrzegalnie dotarł do krzaków i tak jak wcześniej rudobrode olbrzymy zniknął jak kamfora. W mojej zaś łepetynie plan doskonały zaświtał a zręczne myśli utkały jego otoczkę.

-Snipes! Mam plan. Niech wszyscy wyzbierają wszystkie kawałki blachy jakie tylko wpadną im w ręce. Co tam blacha... Gwoździe, obręcze z beczek, nity. Wszystko. Dzisiaj wyspa należy do nich, zaś jutro... Cóż. Też do nich, ale nie będzie na niej nas ani ich złota.

Posłuszny Snipes natychmiast wziął się do roboty. Jeżeli mój plan się powiedzie, zostaniemy najbogatszymi piratami pod słońcem.

kacper5Edit:Tytył i autor pamiętać!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kacper5
Administrator



Dołączył: 21 Wrz 2010
Posty: 182
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:42, 22 Wrz 2010    Temat postu:

Wonderful! 9/10 gdyż czytanie utrudniają milowe odstępy między dialogami.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kacper5 dnia Śro 20:42, 22 Wrz 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
PosepneKnurzysko
Zwykły użytkownik



Dołączył: 22 Wrz 2010
Posty: 8
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nowy Świat
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:46, 22 Wrz 2010    Temat postu:

Mam taką wersję worda gdzie tekst jest praktycznie nieczytelny bez takich odstępów.
Zanim wrzucę dalszy ciąg zeedytuję go jeżeli taka twa wola.
Cieszę się, że się podoba :>


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jodasz
Zwykły użytkownik



Dołączył: 23 Wrz 2010
Posty: 3
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 15:22, 23 Wrz 2010    Temat postu:

Yaaay, so good!
10/10!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Risthar
Posiadacz karty - +50wypowiedzi



Dołączył: 26 Wrz 2010
Posty: 65
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Wylot Nad Zadupiów
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 18:14, 28 Wrz 2010    Temat postu:

Fajne ,masz styl .Wzorowałeś się na czymś?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.malaksiaznica.fora.pl Strona Główna -> Fantastyka Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin